…A w sercu pustka…

 

Urodziłam się w rodzinie katolickiej. Od dzieciństwa chodziłam do kościoła. Wiedziałam, że  Bóg istnieje i codziennie wieczorem klękałam aby się do Niego modlić. Modliłam się wyuczonymi modlitwami sądząc, że to w zupełności wystarczy i że nie trzeba robić niczego więcej. W miarę jak dorastałam przestałam chodzić do kościoła. Uważałam siebie za osobę wierzącą, pomimo tego że w moim życiu tak naprawdę nie było miejsca dla Boga i w niczym nie przypominało ono życia dziecka Bożego. Zarówno w gimnazjum jak  i na początku liceum, moim życiem były treningi, przyjaciele i zabawa. I w takim stanie trwałam kilka lat, poświęcając temu każdą wolną chwilę. Czułam się szczęśliwa ale to szczęście było tylko pozorne i chwilowe.

Pewnego dnia zrozumiałam, że mając praktycznie wszystko co tylko młoda osoba może mieć: pasje, przyjaciół, którym może ufać czy kochającą rodzinę, to jednak w swoim życiu zauważałam równocześnie ogromną pustkę. Świadomość tego odżywała we mnie zawsze wtedy, gdy moje myśli nie były niczym innym zajęte. Wreszcie, w którymś momencie moja pasja przestała dawać mi satysfakcję, w gronie przyjaciół czułam się samotna, jakbym była za jakąś szybą. Nie wiedziałam dlaczego tak się dzieje. W tym samym czasie zaprzyjaźniłam się z dwoma dziewczynami z mojej klasy, na które wcześniej nie zwracałam większej uwagi. Jedna z nich – Ela była nowonarodzoną chrześcijanką i uczęszczała do zboru zielonoświątkowego praktycznie od dziecka, a druga – Justyna oddala swoje życie Panu Jezusowi kilka miesięcy wcześniej. Czasem opowiadały mi o Bogu a czasem to ja zadawałam jakieś pytania dotyczące ich wiary i życia. Wielokrotnie byłam też zapraszana przez nie na spotkania młodzieżowe czy nabożeństwa, ale nigdy nie znajdowałam na to czasu. Po jakimś czasie pojawiło się jednak w moim sercu pragnienie pójścia na spotkanie młodzieżowe. Dziś wiem, że to Pan Bóg je wzbudził we mnie. Niestety, w tamtym dniu musiałam iść do pracy. Jednak, gdy dotarłam do miejsca, w którym pracowałam, okazało się, że w tym dniu nie jest możliwe abym pracowała i że mam wolne. Byłam bardzo zaskoczona ale ucieszyłam się z tego, bo tym samym okazało się, że będę mogła pojechać na spotkanie młodzieżowe. Zadzwoniłam do Eli  i razem pojechałyśmy na miejsce spotkania. Zaskoczeniem była dla mnie atmosfera tam panująca przepełniona miłością i ciepłem. Młodzi ludzie, którzy zgromadzili się tam aby uwielbiać swojego Boga wypełnieni byli miłością, radością i pokojem, które biły od nich z daleka. Od momentu samego wejścia do tego pomieszczenia można było poczuć obecność Jezusa Chrystusa. Było to dla mnie czymś nowym, a nawet dziwnym. Zrozumiałam wtedy, że osoby te wierzą wprawdzie w tego samego Boga co i ja ale  ich Bóg jest żywy pełen miłości dobra i mocy i nie ma dla Niego nic niemożliwego a mój Bóg był w porównaniu z tamtym martwy. Odkryłam też, że to co było pustką w moim życiu to był właśnie brak żywego Jezusa Chrystusa, który może zmienić moje życie i dać mi radość nie tą pozorną, chwilową, która zaraz przeminie ale tą wieczną, która będzie trwać na zawsze. Zrozumiałam, że muszę Jemu oddać swoje życie, uwierzyć i wyznać, że jest moim Panem. Na Boże działanie nie czekałam długo. Widziałam jak Bóg każdego dnia zmienia moje życie dając mi radość, pokój, miłość. Widziałam też jak odpowiada na moje modlitwy.

Dzisiaj  jestem wdzięczna z całego serca mojemu Bogu za to, że mogłam swoje życie powierzyć w Jego ręce, że mogę poznawać Go  każdego dnia, chodzić Jego drogami i uwielbiać Go, nie tylko swoimi słowami ale przede wszystkim swoim życiem. Wiem także, że droga którą idę jest jedyną, właściwą drogą i nie ma żadnej innej. Jak czytamy w Ewangelii Jana: Odpowiedział mu Jezus: Ja jestem droga i prawda, i żywot, nikt nie przychodzi do Ojca, tylko przeze mnie (Jana 14,6).

Czasem warto jest się zatrzymać choć na chwilę w całym pędzie swego życia i zastanowić się na jakiej drodze się znajduje i dokąd ona prowadzi. Bóg kocha każdego człowieka o czym napisał w Ewangelii Jan: Albowiem tak Bóg umiłował świat, że Syna swego jednorodzonego dał, aby każdy, kto weń wierzy, nie zginął, ale miał żywot wieczny (Jana 3,16).

Pan Jezus umarł za każdego z nas, poniósł na swoich barkach nasze grzechy. Nie zwlekajmy więc z oddaniem naszego życia w Jego ręce, bo warto jest Mu zaufać i żyć dla Niego!

Bookmark the permalink.

Comments are closed