Takie było moje życie

Biblia mówi: „Jeśli mówimy, że z Nim społeczność mamy, a chodzimy w ciemności, kłamiemy i nie trzymamy się prawdy. (…) Jeśli mówimy, że grzechu nie mamy, sami siebie zwodzimy i prawdy w nas nie ma.” (I List św. Jana 1:6;8)

Od małego chodziłem z mamą do zboru (kościół protestancki) – miejsca gdzie zgromadzali się ludzie wierzący, kochający Boga. Lecz nie interesowałem się specjalnie Bogiem, tym, jakie mam z Nim relacje.

W wieku 13 lat, pokutowałem przed Nim za moje grzechy, przebaczył mi je i byłem z tego powodu niezwykle szczęśliwy. Lecz na tym, moje poznawanie Boga się skończyło… Życie codzienne powoli zacierało u mnie miłość do Boga, zacząłem się od Niego oddalać, zaniedbywać to co mi darował… Po upływie pewnego czasu, wróciłem do grzechu, zostawiając mojego Jezusa na krzyżu…

Moje życie stawało się coraz gorsze. Zaangażowałem się w tzw. „złe towarzystwo”. Żyłem jakby z podwójną twarzą. Przed rodziną i osobami wierzącymi udawałem spokojnego, ułożonego chłopaka uczęszczającego do zboru, ale na co dzień, styl mojego życia dawał wiele do życzenia.

Po pewnym czasie takie życie zaczęło mnie przytłaczać. Brakowało mi pokoju, coraz częściej chodziłem „zdołowany” i świat nie mógł zaspokoić moich pragnień, podświadomych tęsknot. Czasami, gdy przychodziłem na nabożeństwa, odczuwałem tam pokój, było mi tam dobrze, ale wychodząc z kościoła, powracałem wkrótce do starego życia.

Na początku 2008 roku, byłem już niemal załamany. Sprawy życia codziennego nie dawały mi spokoju. Zacząłem mieć wątpliwości, czy Bóg rzeczywiście istnieje. Moje życie pozbawione już było sensu, celu. Patrzyłem na sprawy otaczające mnie i myślałem – to życie, ten świat jest tak niesprawiedliwy. Tak nie może być. Coś jest nie tak. Myślałem- „a jeśli Boga nie ma? Jeżeli Go nie ma, to całe te życie jest pozbawione już kompletnie sensu. Jeżeli tak jest, to po co te wszystkie męki, codzienne troski?” Chciałem popełnić samobójstwo. Nie chciałem już tak żyć na tej ziemi. Jedyne co mnie powstrzymywało, to myśl- „ale jeżeli On istnieje, to nie możesz się zabić, bo będziesz potępiony… Muszę być pewny czy On naprawdę jest”. Uważałem, że nie mam już nic do stracenia. Postanowiłem jeszcze poszukać Boga. Modliłem się: „Boże- jeżeli istniejesz, daj mi się poznać tak, bym był pewny, że Cię znam”.

Długo nie trzeba było czekać. Kilka dni potem była konferencja młodzieży chrześcijańskiej w Legnicy. Już przed tym zjazdem Bóg zaczął odpowiadać na moje modlitwy. Jednak na jednej z modlitw, Bóg szczególnie mnie dotknął. Wiedziałem, że to On, że to Jezus, który mnie kocha i nie pozwoli bym zginął w grzechu. Spotkałem się z moim Zbawicielem, czułem wyraźnie Jego miłość, obecność. Teraz jestem pewien, że Bóg istnieje. Wspaniały, miłujący Bóg, który za mnie oddał życie, bym mógł z Nim żyć.

„Jednak wiem komum ja uwierzył
I nikt z Chrystusem mnie nie rozłączy
Jam swe życie Mu powierzył i wiem dokąd zajdę z Nim” (Śpiewnik Pielgrzyma nr 240)

Teraz moje życie ma sens. Mam przyjaciela i Zbawcę, który nigdy mnie nie zostawi, ale który mnie prowadzi przez życie, a gdy już skoczę ziemski bieg, wiem, że będę z Nim na wieki w niebie.

Jeśli nie widzisz w swoim życiu sensu, nie masz już siły- spróbuj, nie masz nic do stracenia, a możesz zyskać wszystko- poszukaj Boga. Módl się do Niego tak jak umiesz, mów to co myślisz, On nie pozostawi Twojej modlitwy bez odpowiedzi. Bóg mówi: „wołaj do mnie, a odpowiem ci i oznajmię ci rzeczy wielkie i niedostępne, o których nie wiesz!” (Jer. 33:3)

Zachęcam wszystkich, którzy jeszcze nie spotkali się z Bogiem, to poznawania Go, bo nie ma nic piękniejszego niż życie z Bogiem i chodzenie w światłości, gdy dookoła panuje ciemność. Niech Wam Bóg błogosławi.

Bookmark the permalink.

Comments are closed